Od wielu miesięcy na Wyspach, wśród polskiej Polonii trwa energiczna debata o tym, czy zostać, czy wrócić do Polski. Do tej gorącej dyskusji dochodzą obawy o to, jak wyglądać będzie nasz status po całkowitym wyjściu Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Kilka dni temu Theresa May oznajmiła, że po Brexicie obywatele krajów Unii będą mogli zachować swoje dotychczasowe przywileje i zostać na terenie Zjednoczonego Królestwa. Dla niektórych to wielka ulga, dla innych problem, gdyż łatwiej było planować powrót do Polski niż pozostać w kraju, który targany jest terroryzmem i zmianami związanymi z Brexitem. Przyznam się, że ja nie obawiałem się o naszą przyszłość, gdyż wiem, że obecność Polaków na Wyspach jest znacząca dla Brytyjczyków, szczególnie po tym, jak nastąpi pełen Brexit i mieszkańcy Wysp będą musieli przyzwyczaić się do nowej sytuacji gospodarczej i poziomu, który im towarzyszył przez ostatnie lata. Bez Polaków im się to nie uda!

 

 

Niedawno w wielu polskich mediach pojawiła się informacja o tym, że przedstawiciele  branży rolniczej w Wielkiej Brytanii narzekają na brak pracowników. Skarżą się, że przez zawirowania Brexitowe i ostatnie ataki terorystyczne jest im bardzo ciężko znaleźć nowych, sezonowych pracowników. Gdy przyjrzałem się sprawie, to zwróciłem uwagę na jeden bardzo ważny szczegół. Otóż wspomniani farmerzy żalą się na brak polskich rąk do pracy. Mówią, że nikt nie jest w stanie dorównać naszej nacji i brak kandydatów z pośród Polaków jest dla nich bardziej bolesny. Podobnie jest w innych branżach i miejscach, gdzie rotacja pracowników jest częsta. Ogólnie jesteśmy postrzegani, jako ktoś niezbędny i chętnie przyjmowany do pracy, ponieważ na tle innych nacji, nawet tych z Europy Wschodniej prezentujemy się najlepiej.

 

Ktoś mnie zapyta, a co to ma do rzeczy? Co fakt wysokiego myślenia o naszej pracowitości, może wnieść pozytywnego do naszej codzienności? To tylko jeden konkretny przykład, że dużo i wreszcie sytuacja po Brexicie daję szansę tym, co postanowią zostać, by usadowili przedstawicieli naszej mniejszości na konkretnym i liczącym się miejscu. Tylko nie mówcie mi, że nie ma z kogo. Te osoby są, tylko Polacy mieszkający na Wyspach muszą chcieć to zrobić i wybrać swoich ludzi, by zaczeli bardziej angażować się w życie publiczne Wielkiej Brytanii. Mam takie wrażenie, że decydenci tego kraju zaczeli zdawać sobie sprawę z wielu trudności, które przynosi wyjście z Unii Europejskiej i ten moment może być przez nas wykorzystany do znalezienia sobie ważnego miejsca w brytyjskiej debacie publicznej. Przed nami negocjacje o wyjście ze wspólnoty europejskiej, które możemy wykorzystać. Czy nam się to uda? To tylko zależy od naszej aktywności i zrozumienia powagi sytuacji.

 

Mieszkam na Wyspach już ponad dwanaście lat i widziałem już sporo, gdyż w ostatnich latach dynamizm życia społeczno – politycznego był niesamowity. Coś, co wydawało się niemożliwym, stawało się realne i zadziwiało wielu z nas. Tak było w przypadku brexitu, który dla Polaków w UK wydawał się koszmarem. Jednak po roku od referendum mamy sytuacje, w której Polacy mogą wiele wygrać i zbudować taką pozycję, jakiej nigdy nie mieli w Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy już widzą, że masowe wyjazdy Polaków, mogą doprowadzić do problemów, które nie wróżą dobrze temu państwu i jego ekonomii na przyszłość. Wykorzystańmy to i zbudujmy silną grupę, która zajmie należne jej miejsce w społeczeństwie brytyjskim.

 

Piotr Szlachtowicz

thenowypolskishow.co.uk