Po raz drugi wybrano Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Czy to zdrada? A może skandal do jakich już przyzwyczaił nas ten polityk? Bez pardonu napiszę, że to pierwsze, bo jak inaczej można nazwać zgodę na objęcie kolejnej kadencji bez poparcia swojego kraju? Nie ma tłumaczeń. Nie ma miejsca na polityczny bełkot. Nowy rząd w Warszawie nie udzielił mu poparcia. Polacy nie udzielili mu poparcia, gdyż w wolnych wyborach (i tym razem nie sfałszowanych!!!!) dali mandat dla Prawa i Sprawiedliwości, by rządził naszym krajem. Ktoś może nie zgodzić się na taki obrót sprawy, ale to jest prawdziwa demokracja. Nie taka, jaką mamy w Brukseli, gdzie namaszczani są ludzie do władzy, którzy nie zostali wybrani w żadnych wyborach! Partia Kaczyńskiego jest teraz odpowiedzialna za Polskę i to ona powinna decydować kto i jak ma być, jeśli już wybieramy w ten właśnie sposób. Zadam jeszcze raz to samo pytanie. Czy Tusk zdradził Polskę i Polaków wystepując, jako kandydat Niemiec? Tak! Można śmiało nazwać to zdradą! Nie ma tłumaczeń. Nie ma miejsca na puste gadanie o byciu europejczykiem. Tu jest Polska, albo won. Pojechaliście wszyscy do Brukseli bronić naszych interesów, a gdy robisz to w innym imieniu niż Polska, to koniec. Nie ma cię. I już nawet nie chcę przypominać totalnej kradzieży polskiego budżetu, Amber Gold, katastrofy smoleńskiej, emigracji i innych afer i niegodziwości, które zgotowała nam Platforma Obywatelska pod wodzą Tuska. 9 marca dopełniło się wszystko, co najgorsze. Nowy-stary szef Rady Europejskiej z uśmiechem przyjął stanowisko w imieniu… właśnie w czyim, bo na pewno nie naszego kraju. Panie i panowie, po tym wydarzeniu już nie mam wątpliwości, że trzeba zaczynać myśleć o ewakuacji z dziurawego, skorumpowanego statku zwanym Unia Europejska.

Piotr Szlachtowicz
thenowypolskishow.co.uk