Dzisiaj kilka słów o bezpieczeństwie życia codziennego w UK. Po ostatnich atakach terrorystycznych dochodzę do smutnej konkluzji, że nie ma się gdzie schronić i uciec przed niebezpieczeństwem. Dzieje się tak z wielu powodów. Poprawność polityczna, zbyt głęboka multikulturowość społeczeństwa i zupełny brak kontroli nad islamskimi enklawami. Do tego dochodzi fakt, że policja nie nosi broni, a na lotniskach, dworcach kolejowych i wielu innych ważnych miejscach pracują ci, którzy na codzień są dobrymi obywatelami, ale z niewiadomych powodów czasami zmieniają zdanie i z pokojowego muzułumanina zamieniają się w tego wojującego. I proszę nie mówić mi, że jestem rasistą, gdyż nie o to tu chodzi. Większość tych, co wysadzali się w Londynie i zabijali niewinnych, postrzegani byli, jako bardzo mili i przyjaźni ludzie, ale na końcu coś nie wyszło i nikt nie wie i jak można wytłumaczyć ich zmianę.

 

 

Dla wielu Polaków mieszkających w UK, lotnisko Luton jest bardzo dobrze znanne. Z tego miejsca wybieramy się najczęściej na wakacje do naszej ojczyzny. Wiele razy podróżowałem do i z tego miejsca i  bez ogródek napiszę, że ilość pracowników ochrony, którzy nie kryją przez siebie wyznawanej religii, jest łatwa do zauważenia. Zresztą same miasto Luton zaliczane jest do największych skupisk wyznawców Allacha. To ze stacji kolejowej w tym miejscu terroryści wsiedli do pociągu, by później dokonać zamachu w Londynie w 2005 roku. Takich miejsc jest więcej, ale to lotnisko i to miejsce jest doskonałym przykładem. Reasumując przechodząc przez bramki bezpieczeństwa nie czuję się bezpiecznie!

 

Kolejną bolączką jest policja i brak posiadania broni przez stróżów prawa. W Wielkiej Brytanii normalni gliniarze nie noszą broni i gdy przychodzi moment interwencji, to muszą się bronić pałkami, a gdy się okaże, że sytuacja wymaga użycia broni, policjańci zobowiązani są do powiadomienia specjalnego oddziału, który to zrobi. Jakie są tego rezultaty? Takie, jak ostatnio przy ataku na London Bridge. Na miejscu był gliniarz po godzinach pracy, lecz jednak nie miał broni. Miał pałkę i można śmiało powiedzieć, że poprzez taki stan rzeczy zginęło kilka osób więcej. Gdyby mógł użyć pistoletu, karabinu, czegokolwiek, wtedy ci barbarzyńcy islamscy nie zabiliby tyle osób. Proste jak konstrukcja cepa. Nic dodać, nic ująć.

 

Policjańci nie mogą używać broni palnej, a normalni obywatele w ponoć wolnym, demokratycznym kraju nie mogą mówić i nazywać rzeczy po imieniu. Społeczeństwo brytyjskie zostało spacyfikowane poprawnością polityczną. Przez ostatnie kilka tygodni mieliśmy doczynienia z trzema atakami i zginęło mnóstwo ludzi, w tym dzieci. Gniew wśród ludzi rośnie, ale niestety mieszkańcy Wysp nie dają mu ujścia. I nie mówię tu o odwecie, lecz o normalnej debacie społecznej, która nazywałaby rzeczy po imieniu  i nie odwracała głowy od prawdziwego problemu, którym jest mniejszość islamska. Dopóki Brytyjczycy tego nie zmienią, dopóty problem nie zniknie i ofiar będzie więcej.

 

Na zakończenie zostawiam klasę polityczną i rządzących w UK. To jest dramat. Minęło kilka dni po tym, jak w okolicach London Bridge muzułumanie mordowali niewinnych ludzi, a w występieniu telewizyjnym po tym tragicznym wydarzeniu Theresa May mówi, że czara goryczy się przelała i teraz będzie walczyć z ekstremizmem islamskiem w internecie!! Nic dodać, nić ująć. Zresztą o tym pisałem już w kilku artykułach, że nie ma prawdziwego lidera z „jajami”, który rozwiązałby ten problem w kilka miesięcy. Tylko kto się odważy stanąć w szranki w poprawnością polityczną? Nikt z obecnych polityków na brytyjskiej scenie nie odważy się tego zrobić. Nie wiem ile osób musi jeszcze zginąć, ale nie widzę nadziei w tej materii. Na horyzońcie nie ma zmiany, a niestety strach pozostaje, gdyż przy nastepnym ataku ofiarą może zostać każdy z nas.

 

Piotr Szlachtowicz

thenowypolskishow.co.uk