W sobotę, 13 maja wybrałem się do Londynu, by w Polskim Ośrodku Społeczno – Kulturalnym, wziąć udział w walnym zgromadzeniu członków tej organizacji. Juz od wielu lat mam wiele zastrzeżeń do działania tego miejsca, gdyż z założenia miało być dla wszystkich Polaków, a niewielu z nas (szczególnie „nowej Polonii”) nie ma tam czego szukać! Nie wiem czy miałem jakąkolwiek nadzieję na zmianę, ale przynajmniej liczyłem na konskruktywną, otwartą dyskusję na temat działalności wspomnianej organizacji. Nie tylko moje oczekiwania spaliły na panewce, ale na własne oczy zobaczyłem skalę niedociągnięć, niejasności i chaosu, która tam panuje. To była farsa, która nigdy nie powinna się wydarzyć. Na każde merytoryczne pytania dotyczące wydatków, sprzedaży budynków POSKu na mieszkania, strategii wobec „nowej Polonii”– słyszeliśmy wykręty, lub nie usłyszeliśmy odpowiedzi wcale. Po kilku godzinach słuchania tych bredni, mogę napisać, że prawdopodobnie za kilka lat jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc polskiej działalności w UK, przepadnie. Ale zacznijmy od początku…

 

 

 

Po II Wojnie Swiatowej w Wielkiej Brytanii zostało wielu polskich żołnierzy. Ich sytuacja była bardzo skomplikowana i ciężka. Wielu z nich tęskniło za krajem do którego nie mogli wrócić, gdyż komuniści tylko czekali, by ich zaaresztować i torturować. W nowym kraju i czasie pojawiła się ogromna potrzeba stworzenia miejsca, które będzie służyła wszystkim Polakom mieszkającym na Wyspach. I z tej potrzeby powstał POSK. Wiele lat minęło i wiele się zmieniło, ponieważ dzisiejsze miejsce, który został wybudowany za pieniądze powojennych, polskich emigrantów nie jest tym czym powinno być. Gdy w 2004 roku weszliśmy do Unii Europejskiej i Wielka Brytania otworzyła swój rynek pracy, wielu Polaków wlało się na Wyspy. Niestety wspomniane miejsce nie było zupełnie przygotowane na zalew swoich rodaków. Zresztą ta sytuacja panuje do dzisiaj. Potwierdzenie tej tezy znalazłem na ostatnim walnym spotkaniu, które odbyło się w 13 maja.

 

 

Nie chcę teraz opisywać całego wydarzenia, ponieważ nie ma tutaj na to miejsca. Skupię się na kilku wątkach, które są ważne i tak naprawdę pokazują prawdę o tej instytucji. Po pierwsze wystąpienie i sprawozdanie z działalności organizacji. Pani Prezes Młucińska w samozachwycie opowiadała o tym, jak dobrze wszystko idzie i jak dług stowarzyszenia maleje.  Miejsce się rozwija i inwestycje budowlane, które mają nastąpić, zmienią wiele rzeczy. Oczywiście Pani Prezes wspominała o Polakach, którzy od niedawna  mieszkają na Wyspach i mogliby zasilić szeregi POSK. Jednak, gdy zapytałem o konkretną strategię, która robiona i tworzona jest przez tego typu organizacje na całym świecie. Pani Prezes dpowiedziała mi, że takowej nie ma i jak jestem taki mądry, to powinienem sam sobie ją stworzyć! Bardzo Panią przepraszam, ale czegoś takiego nie widziałem w żadnej organizacji, stowarzyszeniu i tego typu miejscach w całej mojej dziennikarskiej karierze. Stowarzyszenie, które obraca milionami funtów nie ma strategii i planu? Czy leci z nami pilot? Co to jest? Może od razu trzeba powiedzieć, że jesteście sami dla siebie, a nie dla wielkiej grupy Polonii, która zamieszkuje Londyn i całe Wyspy. I jeszcze jedno. Na większość konkretnych pytań ze strony sali na tematy fianansowe, inwestycji i wielu innych, słyszeliśmy puste frazesy i ogólniki, które nie trzymają się kupy. W pewnym momencie jeden z uczestników walnego zgromadzenia zarzucił kłamstwo osobom z zarządu i to uzasadnił. Jaka była reakcja sali? Większość się śmiała i nie chciała tego przyjąć do wiadomości. Ręce opadają.

 

Dobra, ja jestem jednym z tych, co przyjechali do Anglii niedawno i widzę, co się dzieje, ale co ma powiedzieć przedstawicielka organizacji, która jest tutaj od ponad 60 lat?! Polska Macierz Szkolna, która ma ogromne zasługi dla brytyjskiej Polonii, nie ma komfortu na swoją działalność i władze POSKu odmówił jej pomocy w tej sprawie. Po prostu poprosiła o większe lokum i bezproblemowe korzystanie z niego. Odmówiono im tego i zaproponowano dzielenie pokoju z inną organizacją! To pokazuje, że władzom POSK nie zależy, by wspomagać organizację, która tak bardzo zasłużyła się w historii Polaków w UK. Jak to tłumaczyć? Czy deweloperka i kasa jest ważniejsza? Czy to chcecie nam powiedzieć? Czy lepiej zamienić wolne pomieszczenia na mieszkania, niż chociaż jedno przekazać na potrzeby organizacji, która wspiera edukację młodych Polaków na Wyspach. Przecież to jest skandal! I jeszcze jedno. Miałem okazję na zadanie pytań. Jednym z nich dotyczyło strategii, o której już wspomniałem. Podczas jego zadawania wspomniałem o ponad milionie nowej Polonii i wynikającej z tego szansy na to, by budynek na Ravenscourt stał się prawdziwym centrum dla wszystkich rodaków mieszkających na Wyspach. Wskazałem na to, że tak duże grono Polaków, przy dobrym biznes planie może przynieść konkretne wyniki finansowe i stać się czymś bardzo ważnym dla każdego z nas. Nie wiem czy mnie nie zrozumiano, czy mówię za szybko, ale większość na sali, jak i stary zarząd przyjął to głupim uśmiechem. Czy chcecie mi państwo powiedzieć, że sprzedawanie budynków jeden po drugim i budowanie następnych to jedyny sposób, by zarobić na działalność organizacji? Naprawdę? A co będzie, gdy już nie będzie czego sprzedawać i  nie będzie miejsca na inwestycje budowlane?

 

Jako Polonijny dziennikarz słyszałem wiele złego o działalności POSK. Również sam doświadczyłem przykrości i dziwnych zachowań od władz tego miejsca. Na przykład, gdy przyjmowano mnie do grona członków stowarzyszenia, dowiedziałem się od sekretarza Andrzeja Zakrzewskiego, że większość młodej Polonii, to ludzie nie interesujący się życiem Polaków i wolny czas spędza na piciu alkoholu! Macie jakieś wątpliwości? Na sobotnim walnym zgromadzeniu podobnych zachowań było wiele. Buta, arogancja i farsa. Poprzez aklamacje mamy nowego prezesa zarządu. Został nim Wojciech Tobiasiewicz, który swoją osobą gwarntował będzie, by było tak samo. Czy był kontrkandydat? Oczywiście, że był, ale domagał się zmian, o których mówił już wiele razy. Przepadł w głosowaniu na członka rady, a tylko członkowie rady mogą kandydować na to stanowisko.  A czego chciał? Lustracji, przejrzystości działania i kompletnej transparencji. Czy to są wygórowane oczekiwania? Czy takie miejsce, jak POSK nie może być prowadzony w ten sposób?

 

 

To, co się wydarzyło na walnym zgromadzeniu POSK nie było niczym, czego wcześniej nie widziałem w swoim życiu. Jednak większość podobnych sytuacji spotykałem w postkolonialnej III RP. Po spadkobiercach powojennej emigracji spodziewałem się więcej. Przynajmniej jesli chodzi o jasność przekazywanych informacji, jak i zwyczajnego szacunku dla tych, którzy zadają pytania i chcą dowiedzieć się, jaki jest stan faktyczny organizacji. Tego wszystkiego zabrakło. Pozostaje niesmak, gdyż po raz kolejny okazało się, że  szczególnie „nowa Polonia” może liczyć tylko na siebie, bo w takim miejscu, jak budynek na Ravenscourt nie ma czego szukać.

 

Piotr Szlachtowicz

thenowypolskishow.co.uk