Kilka dni temu Theresa May ogłosiła przedterminowe wybory w Wielkiej Brytanii. Co to oznacza dla jej samej oraz ugrupowania, które reprezentuje? Tego mogliśmy się dowiedzieć od szerokiej grupy komentatorów i publicystów, którzy przekonywali nas, że to bardzo dobre i mądre posunięcie dla Torysów. Jednym ruchem premier rządu zamknęła usta wszystkim krytykom i w przypadku wygranej (tak wynika z sondaży przedwyborczych) będzie w spokoju i z pełnym mandatem negocjować wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Ale jaki będzie to wszystko miało wpływ na Polaków mieszkających na Wyspach? Czy w przypadku wygranej Partii Konserwatywnej możemy czuć się spokojniejsi? Nie sądzę…

 

 

Gdy Polska wchodziła do Zjednoczonej Europy, pierwszymi krajami członkowskimi, które otworzyły swoje granice i rynek pracy były: Irlandia, Szwecja i Wielka Brytania. Ówczesny premier Tony Blair i jego lewicowy gabinet był bardzo pozytywnie nastowiony do przypływająco masowo na Wyspy taniej siły roboczej z Europy Środkowej. Działo się tak z kilku powodów. Po pierwsze lewactwo nastawione jest zawsze pozytywnie do szeroko rozumianej emigracji. Po drugie wspomnianny premier wiedział, że społeczeństwo brytyjskie już wtedy „pływało” za długo w rozpuście benefitów, co mocno przerzedziło rynek pracy, zmuszając wielu pracodawców do szukania ludzi w miejscach poza UK. I na końcu szybki rozwój gospodarczy, który był raczej sprawką rządów Torysów, wymagał zatrudnienia wielu obcokrajowców od zaraz. Dotyczyło to wielu sektorów gospodarki, a najważniejszymi były: turystyka i rolnictwo. Polacy znaleźli swój „raj obiecany”. Masowo osiedlali się na Wyspach i po kilku latach zaczęły pojawiać się problemy.

 

Następne lata to większy napływ obcokrajowców i narastanie wrogości rodowitych brytyjczyków. Rosnący w siłę UKIP i rządy Camerona nie pomagały temu wszystkiemu, a czarę goryczy przelało referendum, w którym większość mieszkańców UK opowiedziała się za wyjściem z Unii Europejskiej. Teraz mamy ogłoszenie przedterminowych wyborów, których rezultat ma wzmocnić pozycję rządu Theresy May. Oczywiście jeśli wszystko pójdzie po jej myśli, a sondaże wskazują, że tak się stanie. Co za tym wszystkim stoi? Co nas będzie czekało w przyszłości? Oznacza to koniec swobodnego przepływu Polaków na Wyspy, czyli koniec emigracji i dostępu do otwartego rynku pracy! We wszystkich zapowiedziach premier Wielkiej Brytanii nie mówi o konkretnych narodowościach, ale Polaków jest najwięcej na Wyspach i to my najczęściej będziemy dotknięci skutkami Brexitu. Nie będę Państwa oszukiwał, że będzie spokojniej i to koniec nagonki na naszą społeczność. Będzie jeszcze gorzej, ponieważ zliżająca się kampania będzie burzliwa, w których będziemy ważnym argumentem za głosowaniem na Torysów. Z tej perspektywy szefowa tej partii zagrała w rewelacyjny sposób. Teraz potencjalni wyborcy są za, albo przeciw!  Nie chcę przesadzić, ale wygląda to tak: albo masowa emigracja, albo my! Rzeczywiście genialne zagranie, prawda?

 

Na zakończenie napiszę słowa, które często przytaczam w przypadku mówienia o Brexicie i ewentualnych skutkach dla społeczności polskiej w UK. Przyszłość nie zapowiada się różowo, gdyż nie jesteśmy zjednoczeni i nie mamy po swojej strone żadnej dużej organizacji, która broniłaby naszych praw i stawiła czoło potencjalnym wrogom. Napiszę wprost. Czas na przebudzenie, gdyż atmosfera wokół nas zaczyna robić się nieciekawa, a wiadomość o przedterminowych wyborach tylko to potwierdza.

 

Piotr Szlachtowicz

thenowypolskishow.co.uk