W ostatnich miesiącach opublikowałem kilka materiałów na ten temat. Obiecałem sobie, że nie poprzestanę o tym mówić nawet, gdy nie będzie konkretnego odzewu ze strony włodarzy naszego kraju. Odzewu nie ma i dlatego przed wami kolejna szansa, by usłyszeć o tym okropnym procederze! Fakty są takie, że rocznie co najmniej 100 polskich rodzin mieszkających na Wyspach,  ma problemy z Social Service. Są to rózne historie, ale zawsze wychodziłem z założenia, że ostatecznmością jest odbieranie komuś dziecka. Tutaj w Wielkiej Brytanii dzieje się to nagminnie i debilne, niespawiedliwe komentarze pod wpisami nie są w stanie tego zmienić. Ten proceder rujnuje życie rodzin, ale przede wszystkim samych dzieci. Dzisiaj kolejny krótki materiał filmowy, który ukazał się równiez w głównym wydaniu wiadomości TV Republika. Zapraszam do udostępniania i lajkowania. Do materiału dołączam List Otwarty skierowany do Prezydenta i Premier RP. Miejmy nadzieję, że go przeczytają i zareagują jak trzeba.

 

Szanowny Panie Prezydencie

Szanowna Pani Premier

Jesteśmy rodzicami dzieci zabranych przez brytyjskie służby socjalne. Tego co czujemy nie sposób opisać zwykłymi słowami. W naszej sprawie pukamy w kolejne drzwi urzędów z nadzieją, że końcu znajdzie się ktoś kto je otworzy, zaprosi do środka i zaoferuje skuteczną pomoc. Jak dotąd wszelkie nasze działania są bezowocne, a nasze dzieci pozostają z dala od naszych rodzin i domów.

Jesteśmy pozostawieni samym sobie, bez skutecznej pomocy z jakiejkolwiek strony. Działania podejmowane przez polskie konsulaty w Londynie, Manchester i Edynburgu to błądzenie w gąszczu przepisów, który spowiła mgła niewiedzy tak skutecznie, że nie wiemy w którą mamy się udać stronę. Dziś już wiemy, że chcielibyśmy móc wrócić wraz z całymi rodzinami do kraju.
Codziennie rozmyślamy o krzywdzie naszych pociech, które zabrano z naszych domów i są pozbawione stałego kontaktu z nami. Marzymy tylko o tym, by móc przywrócić im dzieciństwo. W większości przypadków z Polski wygnała nas bieda. Chcąc poprawić swoje życie zdecydowaliśmy się na wyjazd za granicę. Okrutnie się to na nas zemściło. Nie znając języka i obowiązującego na wyspach brytyjskich prawa, w obcym kraju byliśmy zdani na łaskę urzędników, którzy wykorzystali naszą niewiedzę oraz naiwność. Wykorzystali naszą nieporadność, choć pracodawcy chwalili nas za pracowitość. Kiedy okazało się, że żadne polskie urzędy i instytucje nie zatroszczą się o nasz los, wzięto nas na cel, łatwy cel.

Zarówno my, jak i nasze dzieci, jesteśmy obywatelami polskimi w Wielkiej Brytanii, a polski rząd prawie zapomniał o naszym istnieniu, a brytyjski nie traktuje nas jak pełnoprawnych obywateli. Nam, rodzicom, często odmawia się prawa do widzeń z dziećmi. Nie pozwala nam się na okazywanie miłości. Nie możemy rozmawiać z dziećmi w języku ojczystym. Celowo fałszuje się dokumentacje naszych spraw aby zatuszować niekompetencje służb socjalnych. To jednak nic w porównaniu z tym co przechodzą nasze dzieci, zarówno niemowlaki jak i kilku letnie dzieci w wieku przedszkolny i wczesnoszkolnym. Nasze dzieci to towar przeznaczany do rodzin zastępczych lub adopcyjnych. Ich życie ma swoja cenę. Jej przelicznikiem są pieniądze.

Nasze dzieci, które płaczą za domem traktuje się jak przestępców. Ich krucha psychika jest łamana, a one nie potrafią się obronić. Nasze dzieci zapominają o naszej miłości. Po swoich przejściach nie wiedza już czym naprawdę jest rodzina. Są izolowane od otaczającego je świata, są pozbawiane możliwości korzystania z telefonu lub Internetu, a pokoje w których mieszkają mają na stałe zamknięte okna. Drzwi są zamykane nocą na klucz, by zapobiec ewentualnym ucieczkom. Nasze dzieci powoli zapominają języka polskiego i wartości, których ich uczyliśmy przez cały ten czas, gdy były z nami. Od momentu wyrwania ich z biologicznych rodzin nie praktykują żadnej religii, choć większość z nas to katolicy.

Tutaj, w Anglii, jesteśmy bezpaństwowcami. Najgorsza jest bezsilność w momentach, kiedy na rozprawach słyszymy od sędziów, że “Jak widać Polsce nie zależy na jej dzieciach”. Nasze apele z prośbą o pomoc nie przynoszą żadnych rezultatów. Nie sposób wyliczyć wszystkich emaili do ministerstw spraw zagranicznych czy sprawiedliwości, konsulatów i innych instytucji. Gdy otrzymujemy w końcu jakąś odpowiedz to dowiadujemy się z niej, że Rzecznik Praw Dziecka „może interweniować tylko w momencie, gdy nasze dziecko samo zwróci się do niego o pomoc.” Jak ma to zrobić, kiedy nie ma dostępu do żadnych środków komunikacji.

W imieniu utraconych polskich dzieci nie będzie protestował nikt, przecież ich głosów nie słychać, a my nie potrafimy temu zaradzić.

My, rodzice, BLAGAMY WAS O POMOC. W imieniu naszych dzieci.

2 KOMENTARZE

  1. Witam.Podpisuję się pod Apelem prośbą o Pomoc.Ambasada ,Konsulat nie reagują , proszą by napisać wniosek z prośba i na tym bardzo często się kończy. Ja posiadam wiele mocnych dowodów , część z nich celowo zniszczono, wymownie tłumacząc że się zgubiły.Za często giną dowody a wiem to od innych Rodziców którzy cierpią tak ja Ja. Sądownictwo nie bierze w ogóle pod uwagę Dowodów. Nasze Dzieci są całym naszym życiem , Szczęściem w Naszym domu. Wielu Rodziców przyjeżdża do UK, ponieważ uczciwa rzetelna praca w Polsce nie pozwoli na opłacenie rachunków , nie mówiąc o całej reszcie. Pragnęliśmy dać dzieciom poczucie bezpieczeństwa, Chcieliśmy i Chcemy uczciwie pracować i żyć godnie. Przyjeżdżając do UK z Opinią lekarza o stanie zdrowia dziecka , szukamy pomocy, Ja spotkałam się z pogardą, pomimo informacji dla lekarza o stanie zdrowia naszych Skarbów, nasze obawy są lekceważone, słyszymy że panikujemy, że Wszystkie Dzieci tak się zachowują, że szukamy problemu którego nie ma. Zniszczyli mi dziecko które pewnie nie zobaczę przez kilka dobrych lat.Dziewczynka która cierpiała na silne natężenie ADHD, z bardzo dobrymi wynikami szkolnymi,Wygrała liczne konkursy w których często zajmowała 1 czy 2 miejsce, była wyróżniania, jako Mama starałam się aby córka spełniała się w tym co Kocha. Jak można dziecko męczyć codziennie w szkole, i codziennie zadawać im pytania,powiedz czy Mama dziś krzyczała po Tobie, czy cię zbiła, Co dostajesz do jedzenia itd. Pomimo że moje córeczki były badane pod kątem ( czy doszło w domu do przemocy i jak mama i tata je traktują )Pomimo pozytywnej Opinii przez psychologów,psychiatrów itd. Dzieci pełne życia, szczęśliwe, Które uwielbiały uczęszczać do szkoły,miały szczęśliwe dzieciństwo. Po takich akcjach przez SS wracały smutne, płakały, bały się.Osobiście posiadam różne opinie od Social service, dzwonie zadaje pytania skąd tyle rozbieżności, często słyszę odpowiedź ,,nie wiem” .Nasze Dzieci cierpią, stają się zamknięte w sobie, niechętnie dzielą się z innymi o swoich odczuciach, i nikt nie stara się im pomóc. Social service informuje nas bardzo często Ze nasze dziecko jest szczęśliwe, kiedy tak nie jest. Pomimo dowodów które ja posiadam,posiadają inni rodzice, słyszę/my że to nie jest istotne. Przecież pracownik SS wykonuje swój zawód w celu zapewnienia bezpieczeństwa,szczęścia tym Dzieciom, Czy nie tak powinno być!?! Jest nas coraz więcej, Czy ktoś w ogóle to słyszy? Kochająca Mama ślicznych córeczek oraz inni Rodzice którzy pragną szczęścia dla swoich Dzieci. ”Dom bez cudownego dźwięku Szczęśliwego śmiechu Naszego Dziecka jest Tylko pustym nic nie znaczącym dla Nas domem”

    BŁAGAMY WAS O POMOC…. ZROZPACZENI RODZICE…

  2. Panie Piotrze,
    bardzo proszę o kontakt matek ze mną na Facebooku prywatnych wiadomościach może będę mogła coś podpowiedzieć …

Comments are closed.