Kilka miesięcy temu Komitet Obrony Demokracji zorganizował marsz w obronie Lecha Wałęsy. W słowniku ludzi kulturalnych brak cenzuralnych słów, by odpowiednio tę sprawę skomentować. Dlatego przypominamy i będziemy przypominać do znudzenia, że Wałęsa był Tajnym Współpracownikiem komunistycznej Służby Bezpieczeństwa i donosił za pieniądze na swoich kolegów. Na podstawie dokumentów z tzw. szafy Kiszczaka można stwierdzić, że były prezydent zerwał współpracę ze względu na to, że SB przestała mu płacić tyle, ile chciał. Zresztą jeśli ta współpraca była taka niewinna jak chcą jego „obrońcy”, to dlaczego sam zainteresowany, kiedy był prezydentem RP, niszczył dokumenty (za co do dziś nie poniósł odpowiedzialności), a teraz, wbrew oczywistym faktom, wszystkiemu zaprzecza i do tego obraża ludzi, na których donosił oraz tych, którzy zadają niewygodne pytania? No dobrze, ale pewnie zastanawiacie się co powyższy tytuł i męczeńska śmierć ks. Popiełuszki ma wspólnego ze sprawą Bolka. Otóż ma. I to wiele. Plan Kiszczaka nie zakładał bowiem fizycznej eksterminacji ks. Popiełuszki, a uczynienie z niego… współpracownika. Lech Kowalski opowiada Piotrowi Szlachtowiczowi o próbie werbunku kapłana Solidarności. Jednym wystarczyło wypłacić parę srebników i donosili na wszystkich jak popadło, a niektórych nie dało się złamać torturami. Sami oceńcie, która postawa jest pożądana i godna naśladowania. Posłuchajcie: