28 czerwca odbyło się kolejne przesłuchanie w sprawie afery Amber Gold. Tym razem było ciekawie, gdyż przed komisją zasiadł Marcin P. który był prezesem tej piramidy finansowej. Tak naprawdę to jestem zaskoczony, ponieważ spodziewałem się, że wspomniany hochsztapler odmówi składania zeznań i do niczego konkretnie nie dojdzie. Na szczęście myliłem się i komisja pod przewodnictwem Wassermann mogła zadawać pytania. Napiszę wprost, że było ciekawie. Szef Amber Gold sypał jak z nut i obciążał zeznaniami byłego premiera i premier oraz innych, bardzo ważnych polityków Platformy Obywatelskiej. Aż miło było słuchać, jak oskarżony wyczerpuje temat i wyjaśnia posłom w komisji uwikłanie byłych rządzących, którzy mają w nazwie dumnie brzmiącą obywatelskość.

 

 

Na pierwszy rzut poszedł prezydent Gdańska – Paweł Adamowicz. Świdek odpowiadający na pytania komisji oznajmił, że ten polityk zabiegał o spotkanie z nim. Poźniej były Tuski, Kopacz i jeszcze inni. Ja jednak chce skupić się na tym, co tak naprawdę powiedział były prezes Amber Gold. Przede wszystkim zaprzeczył, że wręczał łapówki osobiście, ale potwierdził, że robili to jego ludzie. Najciekawsze były informacje o tym, że syn premiera Tuska – Michał był opłacany za dostarczanie tajnych informacji do jego firmy. Nie przyznał, ile złota posiadał parabank nim kierowany i nie odpowiedział na pytania kogo się obawia. Przyznał, że Ministerstwo Gospodarki zaproponowało mu kupno Polskich Linii Lotniczych „Lot”. Na końcu z rozbierającą szczerością przyznał, że nie jest nic winny Polakom i nie ma zamiaru zwracać im czegokolwiek.

 

Obejrzałem prawie całe przesłuchanie i uważnie słuchałem tego, co mówi i jak mówi. I te wszystkie słowa, o których napisałem powyżej dowodzą, że za całą aferą Amber Gold stał ktoś dla kogo Donald Tusk i cała plejada lokajów z PO to nikt! Mam wrażenie, że szefowie Marcina P. to ludzie starego systemu, którzy mają niezłe „haki” na wszystkich polityków z byłej partii rządzącej i wszystkich klakierów, którzy się przy niej kręcili. Dla mnie odpowiedź jest jasna. Tylko WSI i cała szajka byłych oficerów mogła tym sterować. Nie widzę nikogo innego. Jakoś wszyscy wiedzieli, że to „lipa” i przekręt, ale jakoś nikt nie zareagował? Wiemy już, że Tusk wiedział i nie powiedział, więc dlaczego nic nie zrobił? Nie kazał wkroczyć wiedząc, że w środku tego wszystkiego jest jego syn. Tylko była „wojskówka” ma takie możliwości i „haki” na wielu wpływowych polityków Platformy!

 

To, co się działo na sali sądowej było wyreżyserowane i bardzo dobrze przygotowane. Mam tu na myśli odpowiedzi samego Marcina P. Mówił szczegółowo o tym, a o czymś innym odmawiał odpowiedzi. On po prostu wiedział na co chce odpowiedzieć i o czym opowiedzieć. Ten cały spektakl to przygotowany atak i zasugerowanie kilku ważnym osobom, że wiedza może wypłynąć, więc mają uważać i siedzieć cicho. Na koniec napiszę, że wyjaśnianie afery Amber Gold to początek dobijania kariery Tuska i przesłuchanie szefa tej piramidy finansowej tylko to potwierdza.

Piotr Szlachtowicz

thenowypolskishow.co.uk