Od wielu miesięcy w brytyjskiej przestrzeni publicznej, dominującym tematem jest Brexit. Oczywiście najpierw był etap przedreferendalny, później poreferendalny, a teraz mamy sprawy dotyczące samych negocjacji rządu Wielkiej Brytanii po wyjściu ze wspólnoty europejskiej. Jednak dzisiaj chciałbym się skupić na fazie po referendum i jej wpływie na Polaków mieszkających na Wyspach. Już kilka dni po obwieszczeniu, że brytyjczycy chcą wyjścia ich państwa z Unii Europejskiej, jak za dotknięciem magicznej różdżki ktoś, lub coś zaczął nie lubić tego, co polskie. Atak na POSK w Londynie, spalenie szopy w Plymouth, śmiertelne pobicie Arka w Harlow. Mniejszych incydentów mamy na pęczki, tylko poszkodowani raczej nie chcą o tym mówić, a już na pewno zgłaszać odpowiednim służbom. Dyskryminacja i rasizm wobec Polaków na Wyspach wzrasta i nie ma, co do tego wątpliwości. Dzisiaj kolejna historia tego typu. Rzecz w którą jest mi trudno uwierzyć, ponieważ nie dotyczy jednostki, tylko całej grupy obcokrajowców w jednym zakładzie pracy.

 

Tiverton to miasto w południowo – zachodniej Anglii, położone w hrabstwie Devon. W jednym z zakładów pracy, który zatrudnia się wielu obcokrajowców w tym większość z nich to Polacy. Przez wiele lat właściciele firmy byli zadowoleni ze swoich pracowników, a w szczególności z tych, co pochodzą ze wschodniej części Europy. Wszystko szło, jak trzeba i nikt nie narzekał. Coś się zmieniło po referendum. Człowiek, który do mnie zadzwonił i opowiedział całą historię nie miał wątpliwości, że  zmiana w nastawieniu włodarzy firmy nastapiła po wspomnianym Brexicie. Oczywiście obawia się podać swoje nazwisko, gdyż reperkusje ze strony menadżerów mogą kosztować go utratę pracy. Pewnego dnia zgromadzono wszystkich i onznajmiono im, że teraz nikt nie ma prawa mówić w swoim ojczystym języku. Po żadnym pozorem, podczas godzin pracy nie mają prawa tego robić. Wszystko musi być w języku angielskim, albo grożą im kary dyscyplinarne.

 

 

Polak opowiadający tę historie nie ma wątpliwości, że wszystko zaczęło się po ostatnim referendum. Cała sytuacja źle wpływa na całą ekipę pracującą w tym zakładzie pracy. Większość zatrudnionych jest w bardzo złym stanie psychicznym, gdyż niczym sobie nie zasłuzyli na takie traktowanie. Pracowali cieżko, płacili podatki i nikomu nie chcieli wadzić, a tu nagle wszystko się zmienia. Nie dlatego, że zrobili coś złego. Dlatego, że z niewyjaśnionych powodów ktoś, lub coś myśli, że teraz może nas wszystkich traktować jak niewolników. Każdy z poszkodowanych boi się  prosić o pomoc, by nie zaogniać sytuacji. Ktoś powie, że to jednostkowy przypadek, a ja mogę opowiedzieć jeszcze o kilku innych, podobnych. Jak chociażby taki z Southampton, gdzie „zamrożono” Polakowi kontrakt o pracę, ponieważ jego paszport stracił ważność!  I co wy na to?

 

Co robić? Gdzie się poradzić i szukać pomocy? Oczywiście nasze konsulaty zawsze mówią, że powinniśmy zwrócić się na policję, lub do lokalnych władz. Ale jak sobie radzić, gdy wszystko i wszyscy są przeciwko nam? Mamy wyjechać, poddać się, czy może zaakceptować taki stan rzeczy i pokornie przyjmować ciosy? Sytuacja bez wyjścia, gdyż czołowi politycy w Polsce mają usta pełno frazesów, lecz z konkretnym działaniem jest już gorzej. W końcu mamy rewelacyjne stosunki z Wielką Brytanią i jest ona jednym z  naszych najlepszych sojuszników. Czy może jest tak, że ktoś poprzez te incydenty chce nas wszystkich zniechęcić do zostania i przekonać do powrotu? Sam nie wiem? Jedno jest pewne, że zachowanie wobec Polaków po Brexicie stało się czasami nie do przyjęcia, a przyszłośc w tej materii nie wygląda ciekawie.

 

Piotr Szlachtowicz

thenowypolskishow.co.uk