Minęły dwie doby od ogłoszenia pierwszych pomiarów wyników wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii. Niektórzy w szoku, że Partia Konserwatywna wygrała, ale nie będzie miała wększości w parlamencie, co oznacza problemy przy negocjacjach z Unią Europejską. Na pewno największym wygranym jest Jeremy Corbyn i Partia Pracy, lecz do pełnego szczęścia zabrakło kilku mandatów. Wielu pyta co się stało? Przecież jeszcze na kilka tygodni przed datą wyborów, sondaże wskazywały  dwucyfrową przewagę Torysów nad Partią Pracy. Przez te kilka tygodni zdarzyły się ataki terorystyczne, ale Pani premier zaliczyła również kilka potknięć i błędów, które wskazały, że niekoniecznie musi przeprowadzić swój kraj przez Brexit i obronić go przed islamskim terroryzmem. Te błędy sprawiły, że teraz jej rządy robią się naprawdę skomplikowane.

 

 

Po pierwsze obecna Premier pokazała swoją butę i arogancję podczas kampanii wyborczej. Jej wystąpienia to pokaz bycia zarozumiałą i nie do końca zrozumiałą. Zacznijmy od moim zdaniem największej wpadki. Na kilka miesięcy przed Theresa May zaproponowała wprowadzić ustawę, która mówiła o tym, że starzy ludzie mieli by płacić za swoją opiekę. Nazwano to „podatkiem od demencji” i tym bardzo nieprzemyślanym krokiem, dano opozycji mocne argumenty przeciwko partii rządzącej. Ta nieszczęsna ustawa zapowiadała, że po śmierci danej osoby, koszty jej opieki będą obliczane od jej majątku! Ten pomysł spotkał się z ogromną krytyką mediów, jak i również wielu sympatyków i wyborców Partii Konserwatywnej. Jeremy Corbyn po takim prezencie mógł tylko zacierać ręce.

 

Po drugie mieliśmy zamachy. Oczywiście trudno winić obecne władze o to, że te ataki działy się tak często i  że dokonali ich wyznawcy islamu, którzy nie mają ochotę być częścią społeczeństwa brytyjskiego. Jednak fakt zapowiedzi, że sięgnie się po środki, które mogą negować prawa człowieka, tylko po to, by zatrzymać morderców islamskich, to było trochę za dużo dla wielu „postępowych” obywateli. Powiedzieć w społeczeństwie zdominowanym przez poprawność polityczną, że będzie się tropić terrorystów, nawet kosztem naszych praw obywatelskich – było czymś za mocnym i przerażającym nawet dla brytyjczyków.

 

Po trzecie Theresa May odmawiała udziału w debatach telewizyjnych. Mieszkańcy Wysp są społeczeństwem obywatelskim i lubią widzieć w mediach swoich kandydatów. Tym bardziej, że czasy dla samej Wielkiej Brytanii są bardzo burzliwe i wymagają szczególnej atencji. Co zrobiła obecna Premier? Odmówiła wzięcia udziału w pojedynku ze swym oponentem z Partii Pracy, która miała się odbyć w Sky News. Przyznam szczerze, że ktokolwiek jej to doradził, to powinien podać się do dymisji i nigdy nie wracać do swojego zawodu. Niechętna do rozmowy na żywo w telewizji – Theresa May traciła na wizerunku, gdyż jej przeciwnicy z łatwością obrzucali ją inwektywami i epitetami, na które ona nie mogła odpowiedzieć. Poza tym większa część niezdecydowanych zobaczyła na własne oczy, że ich Premier to bardzo mocno zadufana w sobie osoba, która nawet w kampanii wyborczej chce wybierać sobie partnerów do rozmowy. Porażka wizerunkowa na całej linii.

 

 

Konserwatyści wygrali, lecz nie mają większości, o którą tak naprawdę chodziło w tych wyborach. Sytuacja jest skomplikowana, ponieważ wyniki z czwartku dają dużo do powiedzenia dla Partii Pracy. Jeremy Corbyn poprzez kampanię pokazał, że może być dobrym liderem i potencjalnym szefem rządu. Czy dojdzie do kolejnych wyborów? Czy Theresa May zostanie zmuszona do poddania i ustąpienia ze sprawowanego urzędu? Na te pytania ciężko odpowiedzieć. Niewątpliwie błędy, które popełniła na kilka tygodnii przed wyborami, teraz dają o sobie boleśnie znać.

 

Piotr Szlachtowicz

thenowypolskishow.co.uk